°






Archiwum prywatne

Wrotki zamiast kota

Aleksandra Goss opanowała do perfekcji jazdę na wrotkach i łyżwach. Mieszkanka Konstancina-Jeziorny może pochwalić się licznymi sukcesami w postaci tytułów mistrzyni Polski i zwycięstw w Pucharach Świata. O takich jak ona mówi się, że „nie da sobie w kaszę dmuchać”. Dlaczego? Przekonajcie się sami!

Jak zaczęła się twoja przygoda z wrotkami i łyżwami?

– W dzieciństwie dostałam od rodziców wrotki, które były moim prezentem urodzinowym. Zaczęłam jeździć po ulicach Konstancina, coraz lepiej mi to wychodziło. Również w szkole podstawowej w Słomczynie na zajęciach sks zrodził się taki pomysł, żeby jeździć na rolkach. Chętnie korzystałam z tej możliwości. Pamiętam, że stworzyła się spora grupa i na pierwsze zawody pojechaliśmy autokarem. Łącznie było nas prawie 50. Wzięłam udział w zawodach „Wrotkarski Czwartek” na torze na warszawskich Stegnach i wygrałam. Wciągnął mnie ten sport. Złapałam bakcyla, spodobało mi się wrotkarstwo i w końcu powstał klub UKS Zryw Słomczyn. Otwarto również drugą sekcję – łyżwiarską i to było takie uzupełnienie zabawy z rolkami. Wciągnęły mnie te dwie dyscypliny i uprawiam je do dziś.

Ola chciała kotka, a dostała wrotki. To ciekawa historia.

Bardzo chciałam dostać kota, bo kocham zwierzęta i jestem kociarą. Rodzice podarowali mi jednak rolki, co mi się początkowo nie spodobało. Jestem uparta i chciałam kota, więc prezent nie spełnił moich oczekiwań. Potrzeba było nieco czasu, abym zaczęła czerpać radość z jazdy na wrotkach. W końcu trafił do nas kot, więc byłam spełniona.

W 2012 roku zajęłaś 2. miejsce w maratonie we wrotkarskim Pucharze Świata, rok później triumfowałaś. Byłaś przygotowana na sukces? Czy był to grom z jasnego nieba?

– Bodajże w 2011 roku w Gdańsku rozegrano zawody Pucharu Świata. Zajęłam 3. miejsce, co stanowiło dla mnie ogromne zaskoczenie. Odjechałam z dwiema bardzo dobrymi zawodniczkami z Włoch. Dziewczyny zrobiły ucieczkę, do której podłączyłam się. Włoszki ze sobą współpracowały, nie udało mi się ich wyprzedzić. Osiągnęłam dobry wynik, który dał mi takiego kopa i poczucie, że mogę coś znaczyć w rywalizacji wrotkarskiej nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Postanowiłam startować w Pucharze Świata. Na początek wywalczyłam 2. miejsce w klasyfikacji generalnej. Założyłam, że za rok będę pierwsza i dążyłam do realizacji celu. Do rywalizacji przystępowałam z głęboką wiarą w powodzenie moich zamierzeń. Niezwykle trudny był ostatni start w Chinach, gdzie temperatura w słońcu sięgała około 50 stopni. Dodatkowo powietrze było tak zanieczyszczone, że na starcie nie było czym oddychać. W związku z tym skrócono nam dystans, ale nie poszło mi najlepiej. Miałam momenty, że chciałam zejść z trasy i przerwać bieg, ale musiałam dojechać, żeby być pierwsza na koniec. Pojawiły się łzy, było niezwykle ciężko, ale osiągnęłam swój cel.

Wrotkarstwo pozostaje nadal dyscypliną anonimową w Polsce. Twoje sukcesy sprawiły, że jazda na wrotkach nie jest traktowana tylko i wyłącznie jako zabawa. Ile wody musi upłynąć w Wiśle, żeby wrotkarstwo stało się znane i popularne? A może to marzenie ściętej głowy?

– Bardzo wierzę, że wrotkarstwo w końcu zaistnieje. Obserwuję coraz większe zainteresowanie dyscypliną. Może to nieskromnie zabrzmi, ale moje sukcesy pozwoliły mi nieco zaistnieć i popularyzować ten sport. Pojawiałam się w różnych programach telewizyjnych i audycjach radiowych, gdzie za każdym razem starałam się przekazać jak najwięcej informacji na temat wrotkarstwa. Z pewnością wiele by się zmieniło, gdyby była to dyscyplina olimpijska. Nie wiem, dlaczego wrotkarstwo jeszcze nią nie jest. Wtedy byłoby o niej zdecydowanie głośniej. Myślę, że tegoroczne zawody World Games, które odbędą się we Wrocławiu pomogą wypromować wrotkarstwo. Impreza będzie transmitowana w telewizji, więc dotrze do większej liczby odbiorców. Dobre wyniki naszych reprezentantów mogą nam pomóc w popularyzacji dyscypliny. Widzę jak wrotkarstwo rozwija się w Ameryce Południowej, gdzie ludzie dosłownie szaleją podczas zawodów. Chciałabym, żeby tak było w Polsce. Na początek liczę, że ludzie zapoznają się z dyscypliną i będą wiedzieć o istnieniu wrotkarstwa.

Sukcesy Aleksandry Goss to jedno, ale uroda to twój kolejny atut. Nie raz spotkałaś się z niezliczoną ilością komplementów.

– Zaczęło się od artykułu w Super Expressie, pojawiały się również inne publikacje. Łączono w nich sport i urodę. Nie zaprzeczam, że komplementy są miłe. Każda kobieta lubi usłyszeć kilka ciepłych słów. Myślę, że gdyby chodziło o urodę to nikt by o mnie nie napisał. Atutem jest jazda na wrotkach, co może przykuwać uwagę dziennikarzy szukających ciekawych tematów. Mogę powiedzieć, że na świecie jest wiele pięknych wrotkarek. Dziewczyny są wysportowane, zadbane, urodziwe. 

Przechodząc do łyżwiarstwa, cały czas jesteś blisko kadry. Czujesz się trochę jak piąte koło u wozu?

– Nie powinnam do siebie dopuścić tych myśli, ale czułam się tak, gdy trafiłam do kadry po igrzyskach w Soczi. Za każdym razem musiałam udowadniać, że należy mi się miejsce w drużynie. Nie było łatwo, ale robiłam wszystko, aby prezentować się jak najlepiej. Osiągałyśmy dobre wyniki. Wywalczyłyśmy 2. miejsce w Berlinie i 3 w Herenveen, a w klasyfikacji końcowej uplasowałyśmy się na 3. pozycji. Przed sezonem nikt w nas nie wierzył. Wszyscy powtarzali, że naszym celem jest zakwalifikowanie się do ósemki Pucharu Świata, co pozwoli nam wystartować w mistrzostwach świata. Zaczęło się od zawodów w Japonii, gdzie byłyśmy piąte z niewielką stratą do podium. Po tym biegu uwierzyłam w swoje siły. Mówiąc brzydko, nie byłam styrana i wiedziałam, że stać mnie na więcej. W kolejnych biegach zmieniłyśmy taktykę, prowadziłam nieco więcej i lepiej się z tym czułam. Byłam w dobrej dyspozycji, w startach indywidualnych poprawiałam rekordy życiowe. Nie miałam podstaw, żeby czuć się jako najsłabsze ogniwo. Wszyscy przeżyli szok, kiedy zajęłyśmy 2. miejsce w Berlinie. Nikt nie patrzył wtedy przez pryzmat tego, że dołączyła nowa dziewczyna i z nią również reprezentacja jest w stanie osiągać dobre wyniki, lecz nie dowierzali. W końcu pojawiły się głosy, że jedziemy walczyć o medal mistrzostw świata, choć wcześniej za sukces uznawano awans do ósemki. Wywalczyłyśmy 6. miejsce, co oceniam jako spore osiągnięcie. Teraz dziewczyny są w najmocniejszym składzie i wcale nie mają lepszych wyników. W tegorocznych mistrzostwach świata były siódme. Starty w kadrze dawały mi ogromną radość. Ciągle jednak musiałam udowadniać, że miejsce w reprezentacji mi się należy, a to bolało.

Jak indywidualnie postrzegasz swoją pozycję w łyżwiarstwie szybkim?

– Wyciągnęłam lekcję i nie chcę wracać do tego sezonu. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej. W ubiegłym sezonie wywalczyłam 1. miejsce na 5km w mistrzostwach Polski. To był znak, że mogę rywalizować na długich dystansach, które są moją mocną stroną. Lubię również brać udział w mass starcie. Jeśli będę dobrze przygotowana, mogę walczyć o zwycięstwo. Mocno w to wierzę i chciałabym, żeby w sezonie olimpijskim odbyły się nasze krajowe kwalifikacje, w których chcę się sprawdzić i pokazać z jak najlepszej strony.

Z wrotek na łyżwy – ty wybrałaś tę drogę. A czy w drugą stronę też dałoby radę?

– Myślę, że byłby jednak problem. Swego czasu spytano mnie, czy Zbyszek Bródka poradziłby sobie na wrotkach. Bardzo szanuję jego dokonania, ale powiedziałam, że nie. Wrotkarstwo to sport kontaktowy i zupełnie inny niż łyżwiarstwo, gdzie jedzie się indywidualnie. W trakcie jazdy na wrotkach jest dużo walki w peletonie, trzeba cały czas myśleć strategicznie, kontrolować poczynania rywali. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na dużą liczbę przyspieszeń, ucieczek. Myślę, że łyżwiarzom ciężko byłoby się przestawić.

Życie wrotkarki nie jest łatwe. Sama musisz dbać o siebie niemal na każdej płaszczyźnie. W łyżwiarstwie masz większe możliwości i nie musisz martwić się np. o sprzęt.

– Widać tę różnicę. Przede wszystkim łyżwiarstwo jest dyscypliną olimpijską, a wrotkarstwo jeszcze nie. Również kwestia finansowania obu dyscyplin to dwie różne sprawy. Myślę, że wolę rolki i mówię o tym otwarcie. Co ważne, dzięki łyżwom nadal mogę uprawiać wrotkarstwo. Gdyby nie to, że miałam stypendium z ministerstwa, pewnie nie bawiłabym się w jazdę na wrotkach, która sporo kosztuje.

Jakie są twoje cele na nadchodzące miesiące?

– Jestem w trakcie przygotowań do sezonu. Przede mną bardzo dużo startów, jeszcze dokładnie ustalam swój kalendarz. Na pewno pierwsze będą mistrzostwa Polski w półmaratonie w Grodzisku Wielkopolskim, które odbędą się pod koniec kwietnia. Najlepszą formę szykuję na mistrzostwa Europy i World Games. Cały czas myślę, jak utrzymać dyspozycję między tymi startami, bo dzielą je zaledwie trzy tygodnie. Do odważnych świat należy! Kolejnym bodźcem jest fakt, że World Games odbędą się we Wrocławiu. 

Gdzieś z tyłu głowy pojawiają się myśli o przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich?

– Skupiam się na sezonie wrotkarskim, odstawiłam łyżwy na bok. Nie ukrywam, że będzie to ważny czas. Miałam przyjemność startować już w World Games w Kolumbii. Wiem jak wspaniała to impreza. Teraz odbędzie się w Polsce i chcę osiągnąć dobre wyniki, żeby ukończyć zawody z uśmiechem na twarzy. Dopiero wtedy zacznę myśleć o sezonie łyżwiarskim. Trenuje się po to, żeby wystartować w igrzyskach. Sezon wrotkarski stanowi dobre przygotowanie do zawodów łyżwiarskich. Mocno wierzę, że kilometry przejechane na wrotkach zaprocentują na lodzie.


Jakub Małkiński
jakub.malkinski@wprmedia.pl

Podobne artykuły


baner

Komentarze | 0

captcha

Klikając "Dodaj komentarz", akceptujesz regulamin dodawania opinii.

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy - dodaj swój komentarz